Unia Europejska zgodziła się odroczyć Brexit o sześć miesięcy

0
5484

Unia Europejska zaakceptowała wniosek Theresy May o odroczenie Artykułu 50, ale będzie ono dłuższe niż chciała tego brytyjska premier.

W związku z trwającym impasem w Izbie Gmin, premier Theresa May była zmuszona po raz kolejny założyć wniosek o przedłużenie Artykułu 50, który w zeszłym tygodniu w formie pisemnej dotarł do Przewodniczącego Rady Europejskiej Donalda Tuska, a osobiście pani premier poprosiła o to na dzisiejszym szczycie w Brukseli.

Brytyjska premier przez ponad godzinę przedstawiała unijnym przywódcom sytuację polityczną w kraju, w tym postępy w rozmowach z opozycją nad znalezieniem wspólnego gruntu dla zaakceptowania umowy brexitowej. Po godz. 20 liderzy zaczęli rozmowy już we własnym gronie.

Misja Theresy May powiodła się, ale nie dokładnie tak, jakby sobie tego życzyła. Wnioskowała bowiem o krótkie odroczenie Brexitu, maksymalnie do 30 czerwca 2019 roku. Liderzy 27 państw członkowskich podjęli decyzję, aby przychylić się do wniosku brytyjskiej premier, ale po wielogodzinnych rozmowach zaproponowano elastyczne odroczenie Brexitu, z terminem 31 października 2019 oku.

O takim scenariuszu wspominał już w piątek przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk, który nazwał go “flextension”, czyli przedłużenie z elastyczną datą wyjścia. Jak sam przyznał podczas ogłaszania decyzji podjętej na szczycie, spodziewał się dłuższego okresu, ale to wciąż wystarczające odroczenie. Donald Tusk nie wykluczył również kolejnego odroczenia po 31 października.

Projekt konkluzji na dzisiejszy szczyt wyciekł do mediów już wczoraj i w jego treści można było przeczytać, że “Rada Europejska zgadza się na przedłużenie, aby umożliwić ratyfikację umowy o wyjściu”.

Dokument nie zawierał jednak ostatecznej daty końcowej rozszerzenia. Stwierdzał natomiast, że „takie przedłużenie powinno trwać tylko tak długo, jak to konieczne, a w każdym razie nie dłużej niż [XX.XX.XXXX]”. Dziś już wiemy, że ta tajemnicza data to 31.10.2019.

Ponadto UE postawiła warunek, aby Wielka Brytania powstrzymała się od podważania decyzji Wspólnoty, „w szczególności, gdy uczestniczy w procesach decyzyjnych” podczas przyznanego przedłużenia art. 50.

Premier May zdecydowała się w imieniu Zjednoczonego Królestwa na przyjęcie decyzji szczytu. Podczas krótkiej konferencji prasowej stwierdziła, że zdaje sobie sprawę z ogromnej frustracji, jaką może wywołać ta decyzja, ale została spełniona jej „kluczowa prośba”, czyli przedłużenie może zostać skrócone w przypadku zatwierdzenia umowy o wyjściu w brytyjskim Parlamencie.

Pytana dwukrotnie o swoją przyszłość w roli premiera, Theresa May unikała odpowiedzi, stwierdzając jedynie, że głosowała za wyjściem z UE z umową i “gdyby większość posłów zagłosowała tak jak ja, bylibyśmy teraz poza UE”.

Co dalej?

Premier May po powrocie do kraju wyda w czwartek oświadczenie w Izbie Gmin, po czym jeszcze tego samego dnia będzie kontynuować rozmowy z opozycją, w celu znalezienia wspólnego gruntu dla przepchnięcia przez Parlament umowy brexitowej.

Odroczenie Brexitu oznacza, że Wielka Brytania będzie przygotowywać się do przeprowadzenia wyborów do Parlamentu Europejskiego, które mają odbyć się w dniach 23-25 ​​maja. Nie trzeba dodawać jaką wściekłość wywołuje to wśród zwolenników Brexitu, którzy zamiast świętować od niemal 2 tygodni wyjście z UE, są świadkami brytyjskich eurowyborów.

Oczywiście jeśli Wielka Brytania odmówi przeprowadzenia wyborów do Parlamentu Europejskiego, Brexit nastąpi 1 czerwca 2019 roku. Jednak zważywszy na to, że wdrażane są już wszystkie procedury związane z wyborami, a partie zaczęły wybierać kandydatów, wydaje się to mało prawdopodobne.

Nie wiadomo jeszcze jak długo Theresa May pozostanie na stanowisku, ale po dzisiejszym kolejnym już odroczeniu Brexitu, pozycja pani premier jest bardzo słaba.

Pewne w tej chwili jest tylko to, że Wielka Brytania nie wyjdzie z Unii Europejskiej bez umowy, przynajmniej do czasu Halloween.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here